piątek, 4 kwietnia 2014

Kiełbasa w słoiku.

     Święta za pasem, więc najwyższy już czas rozpocząć do nich przygotowania. Ja zaczęłam od przyrządzenia swojskiej, domowej kiełbasy w słoiku. Jest przepyszna!!! Jeśli jeszcze takiego specjału nie przygotowywaliście to serdecznie zachęcam, naprawdę warto! Największą zaletą takiej wędliny jest to, że wiemy z czego się składa, nie ma żadnych E-dodatków, możemy ją przyprawić według własnych upodobań, nie jest skomplikowana w przygotowaniu i swym smakiem przypomina dzieciństwo. Ja na tę okazję upiekłam swojski, pszenny chlebek i mieliśmy przedsmak świąt. Z podanej w przepisie porcji mięsa wyszło 12 półlitrowych słoiczków pachnącej czosnkiem i ziołami kiełbaski. Polecam!!!



Składniki na kiełbasę w słoiku na 12 0,5l słoików
4 kg łopatki wieprzowej
16-20 ząbków czosnku
8 łyżeczek majeranku
6 liści laurowych
8 ziaren ziela angielskiego
2 łyżeczki pieprzu ziarnistego
4 łyżeczki soli
1 łyżeczki ziaren gorczycy
24 owoców jałowca lub 2 łyżeczki ziaren kolendry
1 szklanka gorącej wody
1 łyżka żelatyny
     Mięso myjemy, około 0,5 kg mięsa kroimy w około 2 cm kostkę, resztę mięsa mielimy w maszynce na grubych oczkach. Ziarna ziela angielskiego, pieprzu, gorczycy i ewentualnie jałowca, bądź kolendry wsypujemy do moździerza i rozdrabniamy (lub wkładamy do woreczka albo ściereczki i rozdrabniamy tłuczkiem do mięsa). Mięso umieszczamy w dużej misce, dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek, majeranek, sól, utłuczone przyprawy i dokładnie mieszamy. Listki laurowe dzielimy na pół i każdą część umieszczamy w półlitrowym słoiku. Dobrze wyrobioną masę mięsną wkładamy do słoików do 3/4 wysokości dobrze ugniatając, żeby nie zostało żadnych baniek z powietrzem. W gorącej wodzie rozpuszczamy żelatynę i równomiernie rozlewamy do słoików (najlepiej łyżką), żelatyna wymiesza się z mięsnym sokiem i utworzy nam się pyszna galaretka. Duży garnek wykładamy ściereczką, układamy słoiki (mi zmieściło się 6 słoików, więc zabieg musiałam powtórzyć), dolewamy wody do 3/4 wysokości słoików i zagotowujemy. Gotujemy na wolnym ogniu około 100 minut. Następnie wyłączamy grzanie i pozostawiamy słoiki w garnku do całkowitego wystudzenia. Następnego dnia proces pasteryzacji powtarzamy, skracając jednak czas o połowę, czyli po 50 minutach wyłączamy grzanie i studzimy. Po takiej dwukrotnej pasteryzacji mięso należy trzymać w chłodnym miejscu, ja przechowuję w lodówce. Jeśli chcieli byśmy zabrać taką kiełbaskę np. na biwak to musimy pasteryzować ją jeszcze raz kolejnego dnia, ale już tylko jakieś 25 minut. Jeśli chodzi natomiast o czas przydatności do spożycia to jest to co najmniej kilka miesięcy, nawet do pół roku, ale z doświadczenia wiem, że znikną przed upływem miesiąca ;-)




4 komentarze:

  1. Widziałam takie cudo na wielu blogach, ale chyba nikt tak sugestywnie nie opisał, dlaczego warto ją zrobić. No i chyba muszę ;-D

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoja wędlinka ma ładny różowy kolor. Czy dodajesz do mięsa sól peklową?

    OdpowiedzUsuń